Sesja w stadninie | Jaka matka, taka córka... | "Stajnia Leśniczówka" niedaleko Radomia
- Agnieszka Ostrowska
- 20 lip 2022
- 3 minut(y) czytania
Zaktualizowano: 25 mar 2023
Z Anią, właścicielką stajni, umawiałyśmy się na sesję od listopada... Ale najpierw nas dopadły choróbska, że nawet nie byłyśmy w stanie się dogadać przez telefon (głosy nam poodejmowało), a później pochłonęły inne czynności i z braku czasu dopiero w czerwcu się umówiłyśmy na zdjęcia. Ale też nie było kolorowo - pogoda kapryśna nie rozpieszczała i trzeba było przełożyć sesję... Jednak wybrałam się najpierw na "przeszpiegi" i przekonać się czy konie mnie nie przepędzą ze swojego terenu 😂 Z Anią dogadałyśmy szczegóły, miała to być przede wszystkim sesja dla jej córki, która była na obozie. Pomyślałam sobie, że pewnie jakieś dwunastoletnie dziewczę będę fotografować, bo jej mama młodo wygląda. Moja mina kiedy zobaczyłam córkę Ani - bezcenna. Piękna, młoda kobietka o nietuzinkowej urodzie. I te oczy! Sami się przyjrzyjcie.... Amelia swoją aparycją przyćmiła nawet urok dostojnych koni.
Zaczniemy może najpierw od przygotowań? Trzeba było najpierw wybrać właściwego konia. Padło na dwóch! Knopers (ten bialutki i w plamki) i brązowy dostojny Antonii (Tosiek) - napiszę tak - było z nimi wesoło!
... chociaż nieopodal nieśmiało ze stajni wyglądały jeszcze inne okazałości, baaaardzo nieśmiałe...

Stajnia "Leśniczówka" znajduje się skraju Puszczy Kozienickiej, w kameralny i zacisznym miejscu. Zadbane budynki, uroczy domek w stylu właśnie leśniczówki i otoczenie wśród zieleni aż zachęcają do relaksu właśnie w tej lokalizacji. A entuzjazm, zaangażowanie, a także życzliwość i miłość do koni oraz otwartość do ludzi - to tylko kilka aspektów przemawiających za tym miejscem.
I kierujemy się w stronę łąk - wybaczcie dziewczyny, ale nie pamiętam fachowego nazewnictwa, nawet nie jestem pewna czy Tosiek to Tosiek, czy już przechrzciłam go po swojemu (Knopers początkowo był nazywany przeze mnie Knypkiem...)...
Najpierw zdjęcia matki i córki - dwie miłośniczki koni. Ania opowiadała, że nawet w ciąży z Amelią jeździła dokąd się dało i aż ją nosiło, kiedy już nie mogła być tak aktywna jak zazwyczaj. Śmiałam się, że jej córka już w brzuchu mamy, była w siodle.
Knopers i Tosiek, już wtedy pokazali, że nie bardzo im pasuje sesja... Jednak co oni tam mieli do gadania? Parskania? "I-haaania"?😆
Robiąc selekcję zdjęć, byłam w lekkim szoku. Zaznaczę od razu - pozytywnym szoku, bo ciężko mi było wybrać kilkanaście dobrych zdjęć do dalszej postprodukcji, bo było ich o wiele więcej niż zakładałam. Jadąc do stadniny miałam lekkie obawy. I one nie dotyczy dziewczyn czy się dogadamy, bo już po pierwszej rozmowie wiedziałam, że nadajemy na wspólnych falach, a tego czy dam radę, bo to moje pierwsze "zderzenie" z tym rodzajem zdjęć. Koni u mnie nigdy nie było, tylko tyle co w telefonie podczas jazdy rowerem wśród holenderskich pastwisk i łąk, na których było pełno tych zwierząt.
A kiedy Antonii poszedł z zmianę swojego "outfitu", podeszła do Amelii kotka Lucynka.
Tutaj jeszcze w miarę "grzeczny" Tosiek😝, bo po chwili pokazał nam co myśli o tym całym fotografowaniu i nas, a może mnie...
... wyśmiał! Dosłownie! Amelio mam nadzieję, że nie będziesz zła, że to zdjęcie tutaj wrzucam, ale ono jest przeurocze!

Tekst "koń by się uśmiał", nabrał właśnie dla mnie dosłownego znaczenia. Ale trzeba przyznać, że jegomość ma piękne równe uzębienie i przeogromny dystans do siebie...
A chwila! Jeszcze nie żegnamy się z Antonim... jeszcze trzeba mu dać kilka buziaczków!
A kiedy kolega wyżej został odprowadzony do swojego boksu, na zieloną arenę wkroczył Knopers. On już był bardziej cierpliwy i znosił nasze "wymysły". I zdecydowanie bardziej podobały mu się bliskie ujęcia z Anią.
Mimo że poniższe zdjęcie nie jest ani poprawne kompozycyjnie, ani brak mu prawidłowego trójpodziału i nawet było w "koszu"... To jednak wróciłam po nie, bo pokazuje piękną więź między człowiekiem a zwierzęciem.

I jeszcze Amelia solo... Rozpisywać się chyba nie trzeba, prawda? Mam nadzieję, że to nie będzie nasza ostatnia wspólna sesja 😁
... oraz matka i córka... które zapraszają do siebie do stadniny. Bez problemu znajdziecie ją na Facebooku czy na Google, wystarczy wpisać "Stajnia Leśniczówka" i... "i-haaaa"!

I na koniec moja mała próba z uzyskaniem... hmm... nie wiem jak to nazwać, ale prawie mi się już udało...


A może jeszcze wspomnę na samym końcu, że... stadnina koni, to takie (kolejne) moje foto marzenie, ale też taka sentymentalna podróż do przeszłości. Moi dziadkowie lata temu, w latach 70 i 80 byli hodowcami koni pociągowych (dowiedziałam się, że były to konie zimnokrwiste). Bacia Jadzia dbała o nie, czesała, karmiła itd., a Dziadek Poldek jeździł po wystawach i konkursach i zgarniał nagrody oraz wyróżnienia. Do dziś mamy w domu te kryształowe trofea, wzmianki z gazet i dyplomy oraz medale i zdjęcia. I jak byłam takim małym kajtkiem, babcia wiele razy mi opowiadała o tych czasach z uśmiechem na twarzy, a ja jej obiecałam, że kiedyś będę rysować koniki. Owszem rysowałam z lepszym i gorszym efektem, ale teraz swoje "rysunki" w końcu przelałam na zdjęcia, które niesamowicie mnie naładowały pozytywną energią i przeniosły wspomnieniami do mojego dzieciństwa. Ciekawe czy jakiś ułamek końskiego genu gdzieś jest we mnie? Zresztą sam czas spędzony z dziewczynami i ich pięknymi zwierzętami podziałał na mnie jak najlepsza terapia antystresowa.

















































Piękne dziewczyny , piękne konie.Miło popatrzeć ,że mama i córka mają wspólną pasję😍 Agnieszko babcia i dziadek byliby dumni ,gdyby mieli takie zdjęcia od swojej wnuczki ❤️Fotografia jest Twoją pasją 📸🎞 Jestem z Ciebie dumna 🥰❤️😘